Wielkopolska to od lat polskie zagłębie szparagowe, niestety większość tej produkcji trafia na eksport. Jednak od jakiegoś czasu sytuacja się zmienia i rodacy doceniają to atrakcyjne warzywo. Olbrzymia w tym zasługa Hotelu Rzymskiego, który co roku organizuje szparagową ucztę jako rozpoczęcie sezonu szparagowego.
Mieliśmy przyjemność być zaproszeni i uczestniczyć w tegorocznej konferencji. Była ona wyjątkowa, ponieważ przyjechali na nią goście z Chin. Chiny to największy producent szparagów na świecie, produkujący ze szparagów również herbatę, makaron czy też wódkę. Po powitaniu obecnych na konferencji rektorów, profesorów i innych ważnych osobistości oraz po krótkiej prezentacji polskiej i chińskiej produkcji szparagów, szef kuchni – Ireneusz Ptak – opowiedział o tym co na stole.
A na stole działo się dużo. Hotel Rzymski co roku chyba usiłuje pobić swój własny rekord na liczbę dań jaką można przyrządzić z tego warzywa. Oczywiście nie zabrakło pozycji klasycznych i znanych, jednak szef kuchni postarał się również zaskoczyć uczestników uczty. Biorąc pod uwagę rozmaitość dań staraliśmy się spróbować wszystkiego po trochu. Nie opiszemy każdej z potraw, zostawimy Wam trochę do odkrycia byście mieli przyjemność poznawania menu. Na początek w ramach przystawek – kiszone szparagi – idealnie chrupiące, ukiszone „w punkt”, są już chyba wizytówką Hotelu.
Następnie sałatka z kiszonych szparagów, oliwek, marynowanego czosnku i bazylii. Świeże i orzeźwiające połączenie smaków, choć w tym wypadku trzeba lubić kwaśne smaki. Kiszone szparagi znalazły się również w carpaccio wołowym z parmezanem, szpinakiem i liśćmi botwinki. Muszę stwierdzić, że carpaccio to jedna z tych prostych potraw, które ciężko zepsuć i które z niewiadomych powodów rzadko kiedy bywa zadowalające. Tutaj połączenie składników okazało się perfekcyjne. Z żalem kończymy carpaccio i sięgamy po terrine z sandacza ze szparagami i kawiorem z sosem bourro blanc. Bardzo delikatnie przyrządzona ryba, rozpływająca się w ustach – jak dla nas chyba za delikatnie, ale może to wpływ testowanego wcześniej carpaccio. Omijamy sushi ze szparagami i klasykę w postaci szparagów w szynce z sosem holenderskim. Nie dlatego, że nie lubimy, tylko dlatego, że ciągną nas nowości. Terrina szparagowa z dodatkiem grillowanej cukinii – również bardzo delikatna i smaczna. Na razie wystarczy przystawek, przerzucamy się na dania ciepłe.
W pierwszej kolejności zupy – krem szafranowy z dodatkiem szparagów i minestrone ze szparagami. Krem nas nie zachwycił – zbyt mleczny, za mało szparagowy, choć podejrzewam, że mogło to być spowodowane nasyceniem szparagów wokół. Co nie zmienia faktu, że krem uznaliśmy za najsłabszą pozycję dzisiejszej uczty. Natomiast minestrone ze szparagami sprawiła, że zapomnieliśmy o kremie zaraz po pierwszej łyżce – idealny bulion, lekko chrupiące szparagi – jednym słowem rewelacja. Następnie spróbowaliśmy placków ziemniaczanych ze szparagami – fajne połączenie z chrupiącymi kawałeczkami szparagów z cytrynowymi nutami, ale placek ziemniaczany – jak to placek 🙂 Znacznie bardziej przypadły nam do gustu szparagi owinięte w mielone mięso drobiowe doprawione m.in. koperkiem. Dołożyliśmy jeszcze kawałek szparagów zapieczonych z gorgonzolą w cieście filo i mimo próbowania „po kawałku” zaczęło nam się kończyć miejsce.
I tu szybkie pytanie – czy ze szparagów można przyrządzić deser? Okazuje się, że można. Żelki truskawkowo-szparagowe z pianą z zielonej herbaty sprawiły, że mimo, iż nie przepadamy za deserami rozejrzeliśmy się za następnym i sięgnęliśmy po miseczkę z warstwowo ułożonym mascarpone, musem szparagowym i truskawkowym. Teoretycznie podobne smaki co w poprzednim deserze okazały się zupełnie inne ze względu na konsystencję i delikatną warstwę mascarpone – ale tak samo trafione. Jednak absolutnym hitem okazał się deser z musu z mango, pestek słonecznika, pestek granatu, plasterków szparaga i truskawki. Podobno pomysł narodził się z samego rana – ale wg nas był to strzał w 10tkę. I właściwie mieliśmy już zakończyć konsumpcję, gdyby nie fakt zwrócenia nam uwagi na dwie butelki – z olejem szparagowym i olejem ze smardzy. Mimo, że powinny być testowane jako przystawka, to w towarzystwie maczanego w nich pieczywa stanowiły znakomite zakończenie degustacji.

Podsumowując – jeśli w trakcie sezonu szparagowego jesteście w Poznaniu i lubicie dobrą kuchnie to wizyta w Hotelu Rzymskim jest obowiązkiem. Jeśli dodatkowo lubicie szparagi to jest ona obowiązkiem podwójnym, bo zapewniamy, że szef kuchni Was niejednym daniem pozytywnie zaskoczy.




